Książki |  Bank zdjęć |  Usługi |  Kontakt |  Aktualności |  Prezent |  Recenzje 

Fragmenty książki "Moje galerie, moi malarze" D.-H. Kahnweilera
[...]
Tak więc wszedłem do pokoiku, który służył Picassowi za pracownię. Nikt nie może sobie wyobrazić biedy, rozpaczliwej nędzy, jaka panowała w tych pracowniach przy ulicy Ravignan. Pracownia Grisa była chyba jeszcze bardziej nędzna od zajmowanej przez Picassa. Rozdarte tapety zwisały w strzępach z drewnianych ścian, kurz osiadł na rysunkach i zwiniętych w rulony płótnach rozrzuconych na tapczanie. Przy piecu wznosiła się jakby góra nagromadzonej lawy, był to popiół. Było to okropne. Tutaj żył i mieszkał z bardzo piękną kobietą Fernandą i ogromnym psem, który wabił się Fricka. Zobaczyłem też ten wielki obraz, o którym mówił mi Uhde, ten wielki obraz znany dziś pod nazwą Panny z Awinionu, który stanowi punkt wyjścia dla kubizmu. Chciałbym, żeby pan sobie od razu zdał sprawę z tego niewiarygodnego bohaterstwa człowieka takiego jak Picasso, którego samotność w tym okresie miała w sobie coś przerażającego, nikt bowiem z jego przyjaciół malarzy nie rozumiał go. Jego obraz wydawał się wszystkim czymś szalonym i ohydnym. Braque, który poznał Picassa przez Apollinaire'a, oświadczył, że jego zdaniem wygląda to tak, jak gdyby ktoś napił się nafty po to, żeby pluć ogniem, a Derain powiedział do mnie, że pewnego dnia Picasso powiesi się za swoim wielkim obrazem, tak mu się to przedsięwzięcie wydawało rozpaczliwe. Wszyscy ci, którzy znają obraz teraz, widzą go dokładnie w takim stanie, w jakim się wtedy znajdował: Picasso uważał go za nie skończony, ale obraz zachował się tak, jak wtedy wyglądał, w dwóch częściach dosyć się od siebie różniących. Lewa część, prawie monochromatyczna, należy jeszcze do postaci Picassa z epoki różowej (są one jednak tu wycięte jakby uderzeniami siekiery, jak naówczas mówiono, o wiele silniej wymodelowane), podczas kiedy druga część, bardzo kolorowa, stanowi naprawdę punkt wyjścia dla nowej sztuki.
- Czy rozmawiał pan z Vollardem o Pannach z Awinionu?
- Och, wie pan, nie widywałem wcale Vollarda w tym okresie. Poznałem go dopiero później. Vollard przychodził do Picassa bardzo rzadko. Wiem jednak dobrze, że Vollard w tym okresie nie cenił tego, co robił Picasso, skoro nic od niego nie kupował, co jest zresztą najlepszym dowodem, że nie podobało mu się to malarstwo; Vollard widział na pewno Panny z Awinionu, które musiały mu się bardzo nie podobać, tak samo jak wszystkim w tamtych czasach.
- Pamięta pan swoją pierwszą rozmowę z Picassem przed tym płótnem?
- Nie, chyba nie; o ile sobie przypominam, to musiałem mu zaraz powiedzieć, że uważam jego obrazy za cudowne, że jestem wstrząśnięty.

[...]
Kilka obrazów, które u niego zobaczyłem, było na pograniczu abstrakcji, ale tej granicy jednak nie przekraczało. Podbiły mnie od razu. Muszę przyznać, że było dla mnie coś prawie fizycznego w uroku tego malarstwa i nadal je tak odbieram. Prawie natychmiast powiedziałem Kermadecowi, że gotów jestem kupować całą jego produkcję. Nastąpiła wtedy seria jego obrazów, w których strona erotyczna była niezwykle silnie podkreślona. Nie było na nich scen miłosnych, ale kobiety w gorsecie i pończochach, kobiety rozebrane; erotyzm był tu bardzo ostry, bardzo piękny. Przypomina mi się jeden z moich przyjaciół Szwajcarów. Jego purytanizm kazał mu się po prostu cofnąć przed odor di femina tych obrazów, kiedy ujrzał po raz pierwszy płótna Kermadeca.

Powrót do poprzedniej strony
Początek strony

© Copyright 2001-2004 by
Wydawnictwo Dęby Rogalińskie